19.10.2009

Portrety demonów


Happiness

Andrzej Haladuda francuski fotograf urodzony w Polsce został kilka lat temu nowojorczykiem. Ma na swoim koncie mnóstwo nagród i resume ciągnące się na kilka stron. Swoje artystyczne wybory zaprowadziły go na nowojorskie parady Halloween.

Fotografia portretowa nigdy nie była mu obca i ma w swoim dorobku poważne liczby zfotografowanych twarzy. Tym razem rzucił sobie wyzwanie pokazania tych twarzy, które ukryły się pod halloweenową dekoracją, a wyszło z tego pokazanie halloweenowej dekoracji na twarzach obcych zupełnie ludzi, co zainspirowało Andrzeja do przygotowanie specjalnej wystawy poświęconej tylko niby zdeformowanym, niby nierealnym twarzom parady Halloween. Na miejsce prezentacji wybrał galerię Soho Photo w środku manhattańskiej TriBeCa. Soho Photo to organizacja artystów prowadząca swoją galerię od 1971 roku gdzie między innymi wystawiała swoje prace Ewa Rubinstein. Jest to alternatywna niekomercyjna galeria.
Andrzej Haladuda pokazuje na tej wystawie osiem portretów Halloweenowych, a jeden z nich nawet nosi tytuł "Happiness". Drugi o tytule "Clown" właściwie kończy grupę nie potworów i demonicznych przedstawień jakie na swoje twarze wybrali posiadacze zportretowanych makijaży.
Reszta to: "Frankenstein", "Death", "Vampire", "Witch", "Demon" i "Evil" a wszystkie pochodzą z parady w roku 2008. Przejmujące jest to że właściwie poza wiedźmą, która robi wrażenie jakby się wcale nie pomalowała, reszta pomysłów jest tak wykonana i dobrana że bardzo trudno jest dopatrzeć się za nimi ludzkich twarzy.
Na tym polega pomysł tych fotografii, świadomość nam mówi tam jest normalny człowiek za tą kurtyną farby, ale dlaczego właśnie ukrył się za pozorowanym diabłem wampirem czy śmiercią. Czy tak chciałby wyglądać a może takim być. Nie jest to dylemat, ale jest to superportret i każdy jest anonimowy a więc jest to nasze wspólne zdjęcie tyle że oni się dali pomalować a my jeszcze nie.
Wystawa trwa do końca pździernika w Soho Photo przy 15 White Street, New York, NY 10013



od lewej: Clown, Witch i Frankenstein

Wojna i wrocławski mszał z XV wieku


kolejne inicjały: T, B, P i E

W katalogu nowojorskiego domu aukcyjnyego Bloomsbury na licytację mającą się odbyć w sobotę 4 kwietnia 2009 roku pojawił się obiekt opisany jako mszał łaciński z Wrocławia datowany ok. 1470 roku.

Jeszcze przed rozpoczęciem aukcji okazało się że mszał pochodzi z przedwojenych zbiorów Miejskiej Biblioteki Breslau obecnie Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego. Naturalnie nie trwało to zbyt długo aby ustalić iż jest to jeden z wielu obiektów zrabowanych przez ustępujące wojska niemieckie pod koniec drugiej wojny światowej.
Tropem tego znakomitego iluminowanego rękopisu poszedł zespół ds. restytucji dzieł sztuki Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który zwrócił się do Konsulatu Generalnego w Nowym Jorku z prośba o wycofanie obiektu z aukcji. Po dostarczeniu wystarczających dowodów prowinencyjnych, Dom Aukcyjny Bloomsbury wycofało mszał z aukcji pomimo faktu, ze opis zabytku został już wydrukowany w katalogu.
Po nawiązaniu znakomitej komunikacji konsulatu z domem aukcyjnym Bloomsbury, zwłaszcza z dyrektorem wykonawczym Bernardem Frelatem, wypracowano możliwość kontaktu z dotychczasową właścicielką panią Carol Stafford,co doprowadziło po kilku miesiącach do szczęśliwego końca. W ustaleniu skomplikowanej drogi prawnej pomogła Fundacja Kościuszkowska w osobie jej prezesa Alexa Storozynskiego, zaś w przeprowadzeniu mozolnego przebycia całej drogi życzliwość i zaangażowanie Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark a zwłaszcza jej prezesa Fredericka Czulady i jego doradcy prawnego mecenasa Marka Zawisnego. Sądzę że podziękownie należy się także konsulowi generalnemu Krzysztofowi Kasprzykowi za zmontowanie wspaniałej ekipy, która potrafiła obrobić z powodzeniem ten skomplikowany temat.
pierwsza karta mszału
z całym bogactwem dekoracji
Rękopisy z połowy XV wieku generalnie należą do rzadkich, a do tego bogato iluminowane to zupełny rarytas. Koniecznością jest do tego dodać że w Polsce mamy ich zaledwie kilkanaście. Jest dekorowany bardzo wysokiej klasy iluminacjami Kodeks Baltazara Behema, jest modlitewnik królowej (Bony?) przypisywany znanemu miniaturzyście krakowskiemu Stanisławowi Samostrzelnikowi, którego ze znanych siedmiu znakomitych dzieł tylko dwa znajdują się w polskich kolekcjach. Są to prawdziwe białe kruki, ale wszystkie wykonane już po 1500 roku, więc wcześniejsze tak jak opisywany mszał należy uznać za jeszcze większą rzadkość, można powiedzieć to "Biały Kruk w koronie". Dlatego tak cenną jest inicjatywa i kooperacja zespołu fachowców która doprowadziła do odzyskiwania tej pozycji.
Miniatury tego znakomitego mszału rzymsko-katolickiego układają się w tradycyjnym porządku. Jest tam pełnostronicowa scena ukrzyżowania i szesnaście inicjałów z ilustracją malarską litery przedstawiającą sceny biblijne i postaci świętych. Dekoracje inicjałów wydają się być na nieco wyższym poziomie artystycznym niż ogromna całostronicowa ilustracja ukrzyżowania, która prawdę mówiąc na ten czas nie pozostawia sobą wiele do życzenia. Do tego należy dodać osiemnaście pełnostronicowych bordiur praktycznie geometrycznych przypominających swoją skromonością te z końca XIV i początku XV wieku.
Praktycznie wszystkie iluminacje mają fragmenty złocone jak to w obyczaju było, których stan jest idealny, nie ma na nich ani śladu zniszczeń ani śladów upływu czasu. Kolory pigmentów ze względu na minimalną ekspozycję na światło dzienne pozostały świerze przejrzyste i jaśniejące pięknem farby jakby wczoraj położonej.
Mszał obecnie wyceniony na $120.000 nabyty w Bazylei w roku 1951 przez Harry Waltona ojca pani Virginii Walton został przekazany do Polski za pośrednictwem Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark. Symboliczny akt restytucji odbył się w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas spotkania z Polonią nowojorską w konsulacie generalnym RP w Nowym Jorku 22 września 2009.

całostronicowa minitatura sceny ukrzyżowania




07.08.2009

Przyjemna szajba - kolekcjonerstwo



Koperta przesłana z obozu internowanych i legitymacja więźnia z obozu internowanych w Darłówku



Typów kolekcjonerów jest tyle co gwiazd na niebie, oprócz tego są zbieracze którzy uważają się za kolekcjonerów. Jakie więc przedmioty są warte kolekcjonawania i kiedy zbiór staje się kolekcją. 
Mamy w sobie naturalną potrzebę gromadzenia przedmiotów, ale dopiero kiedy garść rupieci zostanie usystematyzowana możemy mówić o kolekcji. 
Bardzo często kolekcje są podyktowane osobistymi gustami właściciela i z reguły takie są początki najlepszych i najcenniejszych zbiorów. Powód jest bardzo prosty zwykle nie myślimy że przedmioty jakie używamy dzisiaj - jutro będą poszukiwanymi starociami i je wyrzucamy. Tak było w czasach powstawania wolnych związków zawodowych w Polsce. Naturalnie mówię o czasach powstania Solidarności. Kraj cały roił się od tzw. ulotek i tysięcy innych druków ulotnych. Pewnie je ktoś zbierał nawet w tamtych czasach a to z powodów rodzinnych, a to z powodów patryjotycznych. Jak twierdzi właściciel "Archiwum Yoter" wiele z tych produkcji było wypuszczane do obiegu przez służby państwowe (milicja, SB, komitety PZPR itd.) poza oficjalnym obiegiem w celach zarobkowych i pewnie ma rację. Łatwy "chlebuś" był w tych kręgach zawsze mile widziany bez względu na ideologie. Mamy więc znakomitą profesjonalnie zarchiwizowaną kolekcję z tamtych czasów przez tajemniczego osobnika o imieniu Yoter, który wsadził to na SUPER MEDIUM internet. Dwie sprawy są tu ważne niezmiernie: 1. że kolekcja jest od początku na internecie, 2. że jest opisana i opracowana przez archiwistę a nie amatora. 


Exlibris Wojciecha Kochlewskiego
wykorzystujący graficzne wartości
znaku Solidarność,
jednocześnie reprezentujący poglądy
właściciela księgozbioru,
jasno widocznym jest
że Kochlewski jest na NIE
i my wiemy, które "NIE"
Kolekcja Yoter składa się z rzeczy nabytych od innych, z obiektów, których ktoś chciał się pozbyć i poza internetem istnieje w formie nie tylko cyfrowej, wszak jest konkretnym zbiorem a właściwie dokumentacją tamtych czasów. Z mojego punktu widzenia to jest bardzo ważna i wysokiej rangi kolekcja. Dlatego że jest poza Polską, dlatego że jest na internecie, dlatego że świadczy o historii Polski za którą ktoś płaci. Dzięki takiej promocji biuletyny Solidarności pojawią się pewnego dnia na aukcjach w Sotheby's i Christie's. Mogą także medale, prześmiewcze banknoty (i tak nic nie warte), czy znaczki z obozów internowania walczących w Polsce o prawo do zadawania pytań. Incjatywa to cenna, czy się uda? Czy będą inni, którzy pójdą dalej, a może dołożą swoje trzy grosze do tego mieszka, który już istnieje. Są tam także obiekty z poza Polski co robi tą kolekcje jescze cenniejszą wszak pokazuje że "nie byliśmy sami" tym razem. Taka więc jest ta kolekcja, ale są też inne, które są i polskie i ważne. Dla przykładu kolekcjonerzy/inwestorzy, ale o nich innym razem.






Francuski i polski plakat wspierający powstanie Solidarności



Nekrolog Polskiej Zjednoczonej Parti Robotniczej, którą właśnie obalili założyciele czyli robotnicy - fajna partia czy fajni robotnicy?
Przeczytałeś tekst, pamiętaj żeby się wpisać na moją "Email List"

24.07.2009

Pacuła z obrazami w Mighty Tanaka Gallery

Spiked Revelation 2
olej na płótnie, 24"x36" 2008





fragment gdzie widać szrpnięcia
pędzla Rapid Motion olej na płótnie, 2008





Orginalność pomysłu na prezentację malarstwa zawsze jest pomocną w jego promocji. Wystawa Alexandra Pacula & JMR której kuratorem jest Alex Emmart została wsadzona do wnętrza sklepu do wynajęcia. 
Najbardziej ujmujące w obrazach Alexandry jest jej gigantyczny rozmach z jakim maluje. Na płótnach wychodzących z pod jej ręki pociągnięcia pędzla są jak ślady huraganu, mocne, szybkie i ukierunkowane. Dyscyplina warsztatu stwarza u Alexandry bardzo mocne stylowo malarstwo przez co z łatwością rozpoznawalne z daleka. Po jednorazowym obejrzeniu obrazów Alexandry można jej rękę rozpoznać z daleka. Na wystawie w Mighty Tanaka Gallery b. mocne wrażenie robią obray ulic nowojorskich. Pełne wibracji, wszystko jest w ruchu, troszkę zamazane tu i tam i wszystko nocą. Ciemność dodaje dramaturgi i kontrastowości temu bardzo dekoracyjnemu malarstwu. Perspektywa z jakiej Alexandra widzi swoje obrazy nie zawsze jest zupełnie naturalna, często podnosi nas patrzących parę metrów wyżej co zdecydowanie powiększa horyzont. Malarstwo robuchane kolorami nie tylko miasto ale i martwe natury gdzie zwykły kieliszek urasta do czystego piękna a sam przedmiot jest czystą prowokacją do malowania. Obrazy Alexandry czyste stylowo, z bardzo solidną koncepcją widzenia świata przez kolor zapowiada się więc znakomicie, zapowiada dlatego że Alexandra jest dopiero na początku swojej artystycznej kariery i wygląda na to że zajdzie daleko. Do końca lipca można zobaczyć obrazy na 14 ulicy w każdy dzień tygodnia od 2:00pm-8:00pm poza wtorkiem pod nr 139W. Alexandra urodzona w Polsce mieszka prawie od dziecka w Nowym Jorku jest także jej sztuka związana z tym miastem maluje sceny z barów, portrety nowojorczyków i najważniejsze nowojorską zmieniającą się jak obraz w kalejdoskopie ulicę. Malarstwo Alexandry to dojrzałe malarstwo i warte uwagi kolekcjonerów.



Ardent Phenomenon olej na płótnie, 108"x84" 2008
  • średnie ceny
  • rysunki $300
  • małe obrazy $1800
  • średnie $3500
  • duże $15000
i więcej ...




10.07.2009

Katalog kompletny dzieł Zbyluta Grzywacza




Czarne, jeden z cyklu 9 obrazów,
1994, olej na płótnie, 39"x31",
kolekcja prywata; Krzysztof Sztybe
r, USA



"Katalog kompletny dzieł Zbyluta Grzywacza"
Daltego o katalogu iż nie należy do naszej tradycji wydawanie takich dzieł. Kompletny katalog to podstawa rynkowa w promocji dzieł artysty, szczególnie po śmierci. 
Katalog taki, który należy uznać za wzorcowy to kompletny katalog dzieł Zbyluta Grzywacza wydany z okazji jego retrospektywnej wystawy, która właśnie zakończyła się w krakowskim Muzeum Narodowym. Wystawa "Zbylut Grzywacz 1939-2004" została objęta honorowym patronatem ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego. Chwała mu za to i oby następcy pamiętali że potrzebujemy więcej takich dzieł, wzór już jest. Medal za odwagę i wyczucie należy się w tej sytuacji pani dyrektor krakowskiego muzeum Zofii Gołubiew, która nie tylko że kupowała obrazy Grzywacza za jego życia ale wkrótce po jego śmierci zdecydowała się na tak gigantyczne przedsięwzięcie jak ta wystawa.Na prezentację złożyły się 248 obrazów, 137 rysunków, 24 grafiki, 16 rzeźb i 6 fotomontaży. Do tego filmy, projekcje i 112 fotogramów.Sztuka Grzywacza utrzymana w najlepszej polskiej tradycji malarskiej jaką mamy, czysta realistyczna oparta na doskonałym rysunku, nienaganej znajomości anatomi i co najważniejsze wrażliwa społecznie na to co się dzieje i jak się żyje. Naturalnie parę drobnych "fascynacji" osiągnięciami innych autorów jest widoczne w niektórych pracach, ale nie są to naśladownictwa, a zwyczajny chwilowy zachwyt artysty artystą. Nigdy te zachwyty nie zdominowały twórczości Grzywacza ani nie stanęły na przeszkodzie do rozwoju jego własnej drogi w sztuce. Oprócz wielkiej wrażliwości na społeczne wydarzenia Grzywacz ani na sekundę w swojej twórczości nie zapomniał o najważnejszym - kobiecie. Kobieta występuje w twórczości Grzywacza praktycznie od początku do końca jego artystycznego żcyia. Zawsze znajduje dla niej miejsce, komentarz, współczucie i sposób na pokazanie że to jest piękno.


Portret grupy Wprost, 1980, olej na płótnie 31"x47",
kolekcja prywata; Ewa i Franciszek Kudelski
Współautorem katalogu (Tadeusz Nyczek, Jacek Waltoś) i kuratorem wystawy a także "aniołem stróżem" całego przedsięwzięcia jest Joanna Boniecka. Dzięki jej poświęceniu, profesjonalizmowi i zupełnej dedykacji całość przedsięwzięcia doszła do skutku. Na szczęście nie zakończyło się na wystawie w Krakowie, obecnie można obejrzeć ją w zmiejszonym naturalnie wyborze w Miejskiej Galeri w Łodzi, są plany na kolejne pokazy nie tylko w Polsce.
Tak zrobiony katalog i taka promocja to najbardziej potrzebne działania dla dobra polskiej sztuki i polskich artystów. Świat pędzi przed siebie i nie ma czasu na litowanie się nad tymi których nie było na rynku dlatego że mieli inny ustrój czy dlatego że nie mogli dostać paszportu na wyjazd za granicę. Polscy artyści są wystarczająco dobrzy żeby trafić do wielkich kolekcji, na znane aukcje i do poważnych muzealnych zbiorów, ale muszą się pojawić na rynku. Jedyną drogą do tego jest ich wystawianie i ciągła promocja. Robi to świetnie powoli wgryzając się w trudny amerykański rynek nowojorski Instytut Kultury Polskiej, robią to osoby prywatne, przyszła pora żeby Polska promowała od środka swoje talenty i ich osiągniecia. Chciałbym mieć całą półkę takich katalogów, chce mieć na niej: Szukalskiego, Nowosielskiego, Topolskiego, Czapskiego, Wróblewskiego i cała gromade innych nawet tych których nie koniecznie lubie. Czy doczekam następnego...



Grzywacz to artysta kompletnie świadomy mimo tego tworzy wraz z trzema kumplami z liceum nieformalną grupę artystyczną WPROST (Maciej Bieniasz (ur. 1938 r.), Zbylut Grzywacz (ur. 1939 r.), Leszek Sobocki (ur. 1934 r.), Jacek Waltoś (ur. 1938 r.). W charakterze artysty raczej nie leży przynależność do grup a wręcz odwrotnie ich unikanie. W tym przypadku nie chodziło o jakiś wspólny program na obalenie istniejącej sztuki, czy wzajemny wpływ na swoją twórczość a raczej o poczucie wspólnoty i temperatury tworzenia w skomplikowanych warunkach ustroju politycznego w jakim im przyszło żyć. Zabieg okazał się znakomitym pomysłem i związek "wprostowców" istnieje do dzisiaj.

Brama polskiego piekła, 1996, olej na płótnie 212"x259", koncepcja Grzywacza,
wykonanie: Zbylut Grzywacz, Andrzej Klechowski i Mirosław Sikorski, 
własność; Muzeum Narodowe w Krakowie

i więcej ...

09.07.2009

ArtHamptons 2009





Warhol Andy, Michael Jackson, 1984. Polimery z sitodrukiem na płótnie. 30 x 26 cali. 
Spodziewany poziom uzyskanej ceny to więcej niż 10.000.000 dolarów. 
Jedziemy do Hamptons w najbliższy weekend na drugie międzynarodowe targi sztuki ArtHamptons 1900-Present.
Od piątku rozpoczynają się drugie międzynarodowe targi sztuki ArtHamptons. Targi ubiegłoroczne były bardzo udane więc organizatorzy posunęli się w tym roku do zaproszenia galerii zpoza Stanów Zjednoczonych zwiększając tym samym ofertę w porównaniu do roku ubiegłego o 33%. Na targach pojawi się 65 galerii z dziełami sztuki o wartości ponad 200.000.000 dolarów. Jest to spora suma, ale należy pamiętać że rejon Long Island zwany Eastendem należy do dużej grupy najbogatszych ludzi tego świata. Tacy ludzie inwestują bardzo duże sumy w dzieła sztuki, choćby dlatego żeby nie trafić na następnego "geniusza" typu "Bernie" i nie stracić wszystkiego, najwyżej jakaś jedna czy druga dobra kopia. Zresztą jak mówi przysłowie kolekcjonerskie, jak nie masz "fałszywki" to znaczy że kolekcja jest licha, albo odziedziczona. Wybór miejsca na tego typu targi sztuki jest więc strzelony w dziesiątkę. Miejscowi kolekcjonerzy nie muszą się więcej włóczyć na drugi koniec świata żeby nabyć następną pozycję do swojej kolekcji.
Większość obiektów na targach jest wyceniona pomiędzy 3.000 a 3.000.000 dolarów. Można powiedzieć sztuka na każdą kieszeń nie tylko dla najbogatszych. Poza głównym nurtem cenowym naturalnie są i inne oferty jak ta z Vered Gallery proponująca portret Michaela Jacksona autorstwa Andy Warhola za około 10.000.000 dolarów.
Wygląda na to że powodzenie targów będzie ogromne. Ludzie ciągle inwestują swoje pieniądze a cóż lepszego może być do znalezienia w obecnej chwili na rynku od zawsze bezpiecznej sztuki. Rynki finansowe inwestycje w nieruchomości i ogólny kryzys gospodarczy plus afery typu "Bernie" spowodowały że publiczność straciła zupełnie na wiele lat zaufanie do tradycyjnych mechanizów inwestycyjnych. Wiele z tych osób będzie poszukiwało dla swoich pieniędzy nowych form i nowych rynków i jednym z nich będzie rynek sztuki. Sztuka jako taka zawsze była świetnym miejscem na wsadzenie kasy, tyle że jest to rynek wymagający odrobiny pasji, bardzo dobrego gustu i przygotowania merytorycznego. Wszystko to nie jest takie trudne ani skomplikowane ale jednak nie w każdym banku siedzi doradca od sztuki, który powie jakie obrazy czy rzeźby kupić w tym miesiącu a jakie w następnym.
Wystawcy na targach ArtHamptons oferują sztukę od 1900 roku po dzień dzisiejszy a więc pokrywa to praktycznie trzy wieki. Będzie to oferta bogata i szeroka w sensie mediów, będzie malarstwo, grafika, rysunek, rzeźba, fotografia, ale także conieco rzemiosła artystycznego i mebli.
Trójka artystów otrzyma na otwarcie targów nagrodę honorową za całokształt twórczości; malarka Jane Wilson (ur. 1924 r.) fotograficy; Elliott Erwitt (ur. 1928 r.) i Lillian Bassman (ur. 1917 r.). Uroczystości dla tłumów rozpoczynają się w piątek (10 lipca w południe) a kończą w niedzielę (12 lipca o 6 wieczorem). Wstęp na teren targów to 20 dolarów dziennie a z każdego dnia dochód zostanie przeznaczony na utrzymanie okolicznych obiektów historycznych. Informacje o wystawcach i jak dojechać oraz kompletny program znajdują się na stronie targów www.arthamptons.com


i więcej ...



07.07.2009

War on perfection

photo taken while passing Tunel town in Poland actually passing under the town through the tunnel 






War on PERFECTION


This is a presentation of my view on Art Photography. In general I call it "War on Perfection" but every show has its battle name. This is a battle of iPhotography what translates to photos taken by iPhone. More will come...
So, what am I doing here? I capture the essence of our vision, the way we see the world, and try to freeze the colors the movement and emotion connected to it.
Now why I call it War on perfection:I am sick and tired of perfection. In this case "Perfect photographs" Do You remember Hollywood movie when Michael Douglas ask the question "What is wrong with this picture?" while holding burger in his hand and comparing it with the picture above the cashier? My answer to that: "Everything", yes everything is wrong, we don't have any more photographs showing the world which surround us. Everything must be PERFECT even a burger. So I decided to make shots which you may connect with pictures in your memory, something what you can feel and see. As we know it isn't perfect. Can we have more light then the sun is giving us? Yes we can, but I don't want it, let me use what we have. Can we have more pixels in this file? Yes we can, but I don't want it, I leave it to the people who must photograph burgers.


photo taken right before very heavy rain 
i więcej ....

29.06.2009

Kamera cyfrowa i komputer zastąpione dziurką w tekturowym pudełku


Szkic pokazujący jak


nakładają się dwa obrazy
naświetlone przez dwie różne osoby.

Brzmi to może śmiesznie, ale szalona koncepcja udaje się z powodzeniem. Wymyślili ją parę lat temu i prowadzą dalej dwaj galernicy ze Stuttgartu Przemek Zajfert i... Koncepcja jest niby prosta, bo któż nie zna urządzenia "camera obscura", praktycznie każdy a na sto procent każdy fotograf. Cały projekt jest zadedykowany polskiemu artyście Romanowi Opałce.
Koncepcja: galeria buduje tekturowe pudełko na którego denku znajduje się światłoczuły film, który aby naświetlić należy nakłuć przgotowaną szpilką otwór w zaznaczonym miejscu tekturowego pudełka i zakleić go przygotownym kawałkiem taśmy po prawidłowej ekspozycji. Ekspozycja jest z reguły długotrwała poza ujęciami w pełnym słońcu, zresztą kamera przychodzi z instrukcją obsługi i tabelą czasów jakich należy użyć w stosownych warunkach oświetleniowych.Powstaje z takiego zabiegu arcy ciekawa odbitka wszak połowa fotki z reguły przypada jednemu a połowa drugiemu wykonawcy zdjęcia, którzy się nie znają i najczęściej wykonują fotkę w różnych częściach globu.

Fotografia powstała z dziurki #125 wykonanej przez Mary Fahy z Columbus 
w Stanach Zjednoczonych i dziurki #126 przez autora tego blou z Nowego Jorku

Dochodzi do tego prosto, galeria wystawia raz w tygodniu dwie dziurki (czyli dwa numery) na ebejową aukcję na internecie. Szczęśliwy nabywca dajmy na to dziurki nr. 160 otrzymuje przesyłke od galeri z adresem szczęściarza z nr 161 gdzie ją po naświetleniu wysyła, a ten z kolei przesyła całość z powrotem do galerii, gdzie cała fotografia jest wywoływana i powstają w ten sposób trzy odbitki, po jednej dla obu twórców i galerii. Rewelacja tego pomysłu polega na tym że są to fragmenty życia ludzi ze sobą nie związanych połączone w jeden łańcuch obrazu przdstawionego przy pomocy fotografi. Osoby które się nie znają nie mając nic ze sobą wspólnego nagle łączą się w jeden strumień świadomości. Czy jest to odpowiedź na pęd jakiemu się poddajemy ze względu na wynalazki takie jak internet czy iPhone, który już trudno ustalić czy jest telefonem, komputerem personalnym a może zwykłym "szpiegiem osobistym" przekazującym ciśnienie i zawartość cukru we krwi właściwym władzom? Na zakończenie "smaczna" wiadomość, Przemek Zajfert i Burkhard Walther obiecują że po zebraniu (nie wszyscy przesyłają naświetlone filmy w przyzwoitym czasie) sensownej liczby fotek będą to wydawać w formie albumu powiedzmy nr. 1-400 po czym 401-800 itd. Najważniejszą różnicą w ich koncepcji a Opałki jest to że ich kocepcja się nigdy nie skończy dopóki ktoś to będzie kontynuował a więc jest to koncepcja WIECZNA



i więcej ...

Janusz Skowron w zaprzyjaźnionej kawiarni Starbucks na Manhattan Ave.

Przed zimą, akryl na płotnie - 2008
Poszukiwanie wiosny, akryl na płotnie - 2008

To będzie już 25. mini wystawa w kawiarni Starbucks na Manhattan Ave. której jednoosobowym dyrygentem jest Janusz Skowron.Skowron uprawia malarstwo, grafiką warsztatową, fotografię i rysunek. Poza tym wszystkim jest działaczem z powołania, organizuje wystawy, jest jednym z najbardziej aktywnych członków grupy artystycznej Emocjonaliści, w której pracuje już ponad 12 lat, do tego prowadzi zajęcia plastyczne dla seniorów i organizuje ich życie kulturalne. Pomysł prezentacji sztuki w kawiarni Starbucks narodził się w czerwcu 2007 roku, a więc mamy drugą rocznicę. Na 25. prezentację Skowron wybrał swoje malarstwo. Prezentuje trzy spore olejne obrazy. Tytuł wystawy to "Poszukiwanie wiosny". Janusz pokazuje że, można skromnymi środkami i niewielkim nakładem finansów zrobić fajne i nie na chwilę prezentacje sztuki. 

Każdej mini wystawie towarzyszy mini katalog kolorowa łamana na trzy broszura z informacją o prezentowanym artyście, reprodukcjami wszystkich wystawionych prac i listą artystów do tej pory pokazywanych, która w tej chwili obejmuje już 25 nazwisk. Inicjatywa nie tylko godna pochwały ale naśladowania. Starbucks to miejsce, gdzie przesiaduje tłum praktycznie o każdej porze dnia, a więc promocja jest spora, ludzie pytają o obrazy, piszą mejle do artystów i organizatora.
Janusz rozumie artystów, może dlatego jest mu łatwiej podejmować ciekawe i proste w zamyśle akcje. Na Greenpoincie gdzie jest co najmniej kilkunastu polskich artystów, powinno być pełno poskiej sztuki w polskich miejscach, ale jakoś nie ma. Może nie wszyscy lubią jak jest ładnie?
Wystawę można oglądać do 15 lipca




Lato, akryl na płotnie - 2008

i więcej ....

Filmy Luksus i Szklana pułapka na XII BiFF


Kadr z filmu Szklanna pułapka
Jarka Sztandery trzydziestodziewięciominutowy film Luksus i piętnastominutowy dokument Szklana pułapka Pawła Ferdeka.
Film Luksus wyświetlany był także na nowojorskim festiwalu polskich filmów Hani Hartowicz kilka tygodni temu. Film otrzymał już nagrodę główną w wysokości 5.000 zł z Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Poprzedni fim Jarka Sztandery Po Cud o wyprawie niepełnosprawnych do sanktuarium w Lourdes na południu Francji otrzymał już wcześniej kilka nagród przeznaczonych dla filmów krótkometrażowych. Luksus opowiada o skomplikowanej relacji między pedofilem a jego partnerem.
Szklana pułapka to z kolei tzw, "pierwszy dokument" czyli studencki film Pawła Ferdeka. Ferdek to podróżnik, scenarzysta i reżyser, absolwent wydziału Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, akademii grupy teatralnej Gardzienice i Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy.
Oba filmy i ich autorzy to dla mnie znak rosnącej niezależności polskich twórców od polskiego przecież małego rynku. Festiwal Brookliński ciepło przyjmowany przez lokalną nowojorską prasę począwszy od New York Times aż po etniczne gazety jak Nowy Dziennik to dobre forum do pokazania światu swoich debiutanckich utworów. W takim miejscu zawsze jest większa szansa bycia zauważonym nawet jak się nie dostanie do Holywood na drugi dzień.
Od 5 do 14 czerwca można się zapoznać z twóczością niezależnych artystów filmowych z całego świata na dorocznym Brooklyn International Film Festival. 
To już XII rok prezentacji niezależnych artystów spoza głównego nurtu i kina komercyjnego na nowojorskim Brooklynie. Mamy dwóch polskich artystów i ich dwa krótkometrażowe filmy do obejrzenia.



i więcej ...

The Film Factory Rutgera Hauera w Rotterdamie

Okładka filmu Lecha Majewskiego
Ogród ziemskich rozkoszy
w wersji amerykańskiej
Lech Majewski nasz mistrz od magicznych filmów siedzi w pociągu jadącym do Rotterdamu gdzie został nauczycielem. Lech Majewski, którego filmy na DVD nareszcie można kupić w USA, podjął się pracy jako nauczyciel w niezwykłej zupełnie szkole. Szkoła znajduje się w Rotterdamie, a została założona przez znanego aktora Rutgera Hauera (Nighthawks, Blade Runner, Wanted - Dead or Alive). Cały projekt nosi nazwę Film Factory i gromadzi ludzi z całego świata tak nauczycieli jak i studentów w czerwcu na 10 dni. Każdy z 30 studentów robi film pod okiem jednego z mistrzów, którzy zmieniają się co roku.
Majewski człowiek niezliczonych talentów jako artysta najbardziej zadziwa swoim zasięgiem na cały świat. Przez ostatnie parę lat wystawiał swoje dzieła w najważniejszych muzeach sztuki współczesnej na świecie począwszy od nowojorskiego MOMA przed paru laty, aż do Nowej Zelandii i Irlandii przed paroma tygodniami.









Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi z ekspozycją Lecha Majewskiego
Jest w ciągłym ruchu. Jeździ po świecie pracując praktycznie wszędzie. Stworzył w ten sposób nie znany w Polsce do tej pory typ artysty międzynarodowego czyli światowego. Mimo tego że "mieszka" w Polsce jednak większość czasu spędza poza krajem. W żaden sposób nie ogranicza się ani do polskiego odbiorcy, ani do osób, z którymi współpracuje. Praca bez granic co w przypadku Lecha Majewskiego to robienie sztuki teatralnej w Niemczech, nauczanie w Holandii, malowanie w USA, montaż filmu w Polsce i w międzyczasie pisanie poezji i komponowanie muzyki. Myślę, że mogę mu nadać tytuł "Ambasadora Polskiej Sztuki". Jest go wszędzie pełno bez względu na to, czy pracuje, czy wystawia.

Lubomir Tomaszewski ogniem malowane





Rzeźba Lubka, która została przyjęta
jako logo przez grupę Emocjonalistów
Rzeźby Lubomira Tomaszewskiego budzą bardzo różne reakcje wśród miłośników sztuki, a szczególnie ostatni wynalazek Lubka - ogniem malowanie. Lubomir Tomaszewski dla przyjaciół i artystów po prostu czule Lubek jest artystą nie tyle kontrowersyjnym, co budzącym skrajne emocje wśród kolegów artystów i kolekcjonerów. Jedni mówią ... to nie sztuka to korzenioplastyka ..., czy ... no to co on tam zrobił, przecież znalazł kawałek kamienia i dołożył blachę ...
Nie myślę że jest to aż takie proste choćby dlatego że gdyby było każdy pewnie by chętnie sobie zbudował wielką piękną rzeźbę w swoim ogródku. Nie to jednak jest ważne. Lubek tworzy rzeźby z duszą jego prace prorywają odbiorcę właśnie tym że nie są trudne do zrozumienia, tym że tylko budzą mechanizm skojarzeń i wspomnień w patrzącym na jego prace.
Sztuka Lubka to frajda kiedy się patrzy, to frajda kiedy się postawi "już swoją" w domu to także frajda kiedy się o tym mówi. Prostota skojarzeń form naturalnych, na których Lubek opiera swoje główne konstrukcje zawsze zadziwia i imponuje. Po dołożeniu swoich "trzech groszy" z tych zwykłych kamieni i kawałków drewna wychodzą cuda. Stwory, tancerze, muzycy, zwierzęta, instrumenty i dobre duchy to główna armia Lubka twórczości. Wszystkie rzeźby mają warstwę poetycką, są zawsze co nieco niedopowiedziane, zostawiając miejsce na domyślność i interpretację.Lubek profesor emerytowany, założyciel grupy artystycznej Emocjonaliści, kumpel artystów i przyjaciel kolekcjonerów.
Zaprzyjaźniony od lat z Galerią Skulski w New Jersey właśnie tam obecnie pokazuje swoje dzieła. Galeria należy do Polish Cultural Foundation i jest prowadzona przez od lat z Lubkiem zaprzyjaźnioną znaną malarkę Aleksandrę K. Nowak. Lubek na tej wystawie trwającej od 12 czerwca do 23 lipca pokaże swoje reliefy, malowane ogniem obrazy i naturalnie rzeźby.
Otwarcie wystawy w piątek 12 czerwca o 20:00.





Rzeźba Myśliwy zrobiona z drewna i blachy miedziane


i więcej ....






26.06.2009

Targi sztuki w Bazylei po raz 40


obrazy Wężyk
Obrazy Joanny M. Wężyk które będą prezentowane na targach w Bazylei
Targi te pomyślane są od początku (1969) jako prezentacja sztuki kalibru muzealnego i startujących nieznanych artystów. Malarstwo Joanny M. Wężyk zmierza prosto na najwyższą półkę - dlatego warto tą artystke śledzić. Poczynania i efektywność wystawiennicza od kilku lat stawia Wężyk jako jedną z bardziej interesujących artystek z Nowego Jorku. Dodać należy do tego świetnie rozwijającą się karierę naukową Wężyk wszak jest adiunktem w School of Visual and Performing Arts i wykałada na Uniwersytecie Kean w New Jersey. Zainteresowanie kolekcjonerów obrazami Joanny rośnie systematycznie, nie mam cienia wąpliwości że po targach w Bazylei rzucą się na jej dzieła także polscy kolekcjonerzy.
Portfolio Joanny M. Wężyk można obejrzeć na jej autorskiej stronie internetowej.
Piszcie do Joanny na jej e-mail joannawezyk@yahoo.com
Ponad 300 galeri z całego świata za kilka dni będzie oferować sztukę wykreowaną przez artystów XX i XXI wieku. Malarstwo Joanny M. Wężyk znajdzie się w towarzystwie takich rekinów współczesnego rynku jak: Damien Hirst, Andy Warhol, Roy Lichtenstein czy Balthus, a to tylko czterech z ponad 2.5 tysiąca artystów, których prace zobaczą goście na tegorocznych targach sztuki w Bazylei.


i więcej ...
Artyści kolekcjonerzy - kolekcje

19.06.2009

Artyści - kolekcjonerzy - kolekcje

Akwarela Judyty Sobel z lat pięćdziesiątych, kolekcja autora
Witam, witam... witam serdecznie. Przyjaciół, artystów i kolekcjonerów. Blog ten będzie zbiorem informacji o życiu i pracy polskich artystów (nie zawsze tylko polskich), o ich wystawach, pracowniach i sukcesach. Do tego należy natychmiast dodać kolekcjonerów i ich wspaniałe kolekcje polskiej sztuki, rozproszone po całym świecie. Rozpoczynam pisanie blogu 29 maja 2009 dokładnie w 20 rocznicę mojego przybycia do Lipert Gallery na Greenpoincie, której właścicielem był Zbigniew Legutko i dla którego udało mi się przepracować jeden rok. Poznałem tam wielu wspaniałych artystów i kolekcjonerów. Dla osób które interesują się sztuką ten blog będzie pomocnym źródłem informacji o tym co robią i jak żyją polscy artyści. Ufam że będą możliwości wizytowania pracowni artystów na ich zaproszenia i obejrzenia z pierwszej ręki jak i nad czym obecnie pracują. Ufam że z czasem kolekcjonerzy polskiej sztuki będą często wizytować mój blog żeby znaleźć informacje o swoich ulubionych artystach i śledzić ich losy i ich dzieł. Nowy Dziennik zawsze bardzo przyjazny polskim artystom będzie teraz dodatkowo forum publicznym gdzie można pogadać, lub skomentować innych praktycznie anonimowo bez strachu o awanturę.
Sam wystawiam z grupą artystów Lubomira Tomaszewskiego Emocjonaliści, która składa się z ponad 20 artystów z różnych części świata. Mam na swoim koncie prowadzenie galerii, kurowanie kilkunastu wystaw innych artystów a także kolekcję prac polskich ilustratorów i prac na papierze artystów polskich pracujących poza Polską. Od wielu lat jestem dyrektorem artystycznym Nowego Dziennika dla którego pracuje już kilkanaście lat. Można się ze mna skontaktować przez e-mail pod adresem:mietko