19.10.2009

Portrety demonów


Happiness

Andrzej Haladuda francuski fotograf urodzony w Polsce został kilka lat temu nowojorczykiem. Ma na swoim koncie mnóstwo nagród i resume ciągnące się na kilka stron. Swoje artystyczne wybory zaprowadziły go na nowojorskie parady Halloween.

Fotografia portretowa nigdy nie była mu obca i ma w swoim dorobku poważne liczby zfotografowanych twarzy. Tym razem rzucił sobie wyzwanie pokazania tych twarzy, które ukryły się pod halloweenową dekoracją, a wyszło z tego pokazanie halloweenowej dekoracji na twarzach obcych zupełnie ludzi, co zainspirowało Andrzeja do przygotowanie specjalnej wystawy poświęconej tylko niby zdeformowanym, niby nierealnym twarzom parady Halloween. Na miejsce prezentacji wybrał galerię Soho Photo w środku manhattańskiej TriBeCa. Soho Photo to organizacja artystów prowadząca swoją galerię od 1971 roku gdzie między innymi wystawiała swoje prace Ewa Rubinstein. Jest to alternatywna niekomercyjna galeria.
Andrzej Haladuda pokazuje na tej wystawie osiem portretów Halloweenowych, a jeden z nich nawet nosi tytuł "Happiness". Drugi o tytule "Clown" właściwie kończy grupę nie potworów i demonicznych przedstawień jakie na swoje twarze wybrali posiadacze zportretowanych makijaży.
Reszta to: "Frankenstein", "Death", "Vampire", "Witch", "Demon" i "Evil" a wszystkie pochodzą z parady w roku 2008. Przejmujące jest to że właściwie poza wiedźmą, która robi wrażenie jakby się wcale nie pomalowała, reszta pomysłów jest tak wykonana i dobrana że bardzo trudno jest dopatrzeć się za nimi ludzkich twarzy.
Na tym polega pomysł tych fotografii, świadomość nam mówi tam jest normalny człowiek za tą kurtyną farby, ale dlaczego właśnie ukrył się za pozorowanym diabłem wampirem czy śmiercią. Czy tak chciałby wyglądać a może takim być. Nie jest to dylemat, ale jest to superportret i każdy jest anonimowy a więc jest to nasze wspólne zdjęcie tyle że oni się dali pomalować a my jeszcze nie.
Wystawa trwa do końca pździernika w Soho Photo przy 15 White Street, New York, NY 10013



od lewej: Clown, Witch i Frankenstein

Wojna i wrocławski mszał z XV wieku


kolejne inicjały: T, B, P i E

W katalogu nowojorskiego domu aukcyjnyego Bloomsbury na licytację mającą się odbyć w sobotę 4 kwietnia 2009 roku pojawił się obiekt opisany jako mszał łaciński z Wrocławia datowany ok. 1470 roku.

Jeszcze przed rozpoczęciem aukcji okazało się że mszał pochodzi z przedwojenych zbiorów Miejskiej Biblioteki Breslau obecnie Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego. Naturalnie nie trwało to zbyt długo aby ustalić iż jest to jeden z wielu obiektów zrabowanych przez ustępujące wojska niemieckie pod koniec drugiej wojny światowej.
Tropem tego znakomitego iluminowanego rękopisu poszedł zespół ds. restytucji dzieł sztuki Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który zwrócił się do Konsulatu Generalnego w Nowym Jorku z prośba o wycofanie obiektu z aukcji. Po dostarczeniu wystarczających dowodów prowinencyjnych, Dom Aukcyjny Bloomsbury wycofało mszał z aukcji pomimo faktu, ze opis zabytku został już wydrukowany w katalogu.
Po nawiązaniu znakomitej komunikacji konsulatu z domem aukcyjnym Bloomsbury, zwłaszcza z dyrektorem wykonawczym Bernardem Frelatem, wypracowano możliwość kontaktu z dotychczasową właścicielką panią Carol Stafford,co doprowadziło po kilku miesiącach do szczęśliwego końca. W ustaleniu skomplikowanej drogi prawnej pomogła Fundacja Kościuszkowska w osobie jej prezesa Alexa Storozynskiego, zaś w przeprowadzeniu mozolnego przebycia całej drogi życzliwość i zaangażowanie Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark a zwłaszcza jej prezesa Fredericka Czulady i jego doradcy prawnego mecenasa Marka Zawisnego. Sądzę że podziękownie należy się także konsulowi generalnemu Krzysztofowi Kasprzykowi za zmontowanie wspaniałej ekipy, która potrafiła obrobić z powodzeniem ten skomplikowany temat.
pierwsza karta mszału
z całym bogactwem dekoracji
Rękopisy z połowy XV wieku generalnie należą do rzadkich, a do tego bogato iluminowane to zupełny rarytas. Koniecznością jest do tego dodać że w Polsce mamy ich zaledwie kilkanaście. Jest dekorowany bardzo wysokiej klasy iluminacjami Kodeks Baltazara Behema, jest modlitewnik królowej (Bony?) przypisywany znanemu miniaturzyście krakowskiemu Stanisławowi Samostrzelnikowi, którego ze znanych siedmiu znakomitych dzieł tylko dwa znajdują się w polskich kolekcjach. Są to prawdziwe białe kruki, ale wszystkie wykonane już po 1500 roku, więc wcześniejsze tak jak opisywany mszał należy uznać za jeszcze większą rzadkość, można powiedzieć to "Biały Kruk w koronie". Dlatego tak cenną jest inicjatywa i kooperacja zespołu fachowców która doprowadziła do odzyskiwania tej pozycji.
Miniatury tego znakomitego mszału rzymsko-katolickiego układają się w tradycyjnym porządku. Jest tam pełnostronicowa scena ukrzyżowania i szesnaście inicjałów z ilustracją malarską litery przedstawiającą sceny biblijne i postaci świętych. Dekoracje inicjałów wydają się być na nieco wyższym poziomie artystycznym niż ogromna całostronicowa ilustracja ukrzyżowania, która prawdę mówiąc na ten czas nie pozostawia sobą wiele do życzenia. Do tego należy dodać osiemnaście pełnostronicowych bordiur praktycznie geometrycznych przypominających swoją skromonością te z końca XIV i początku XV wieku.
Praktycznie wszystkie iluminacje mają fragmenty złocone jak to w obyczaju było, których stan jest idealny, nie ma na nich ani śladu zniszczeń ani śladów upływu czasu. Kolory pigmentów ze względu na minimalną ekspozycję na światło dzienne pozostały świerze przejrzyste i jaśniejące pięknem farby jakby wczoraj położonej.
Mszał obecnie wyceniony na $120.000 nabyty w Bazylei w roku 1951 przez Harry Waltona ojca pani Virginii Walton został przekazany do Polski za pośrednictwem Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark. Symboliczny akt restytucji odbył się w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas spotkania z Polonią nowojorską w konsulacie generalnym RP w Nowym Jorku 22 września 2009.

całostronicowa minitatura sceny ukrzyżowania