27.08.2011

Zakończona kreska Feliksa Topolskiego


Dwadzieścia dwa lata mijają dzisiaj od śmierci Feliksa Topolskiego. Zakończona kreska dlatego że myślę o rysunkach Topolskiego jak o jednej kresce, którą zaczął swoje rysowanie, a pewnego dnia kreska się stała zakończoną. 
Topolski nie tylko rysował, malował także z podobną manierą jakby niezakończonego pociągnięcia pędzlem, który przechodzi z obrazu w obraz, tak jak kreska z rysunku w rysunek.   


Pracownia Topolskiego w Londynie

Ci którzy znają Topolski's Chronicle drukowane w oficynie Poetów i Malarzy należącej do Bendnarczyków wiedzą jak trudno jest odzielić jeden rysunek od drugiego. Pracownia Topolskiego sąsiadowała z Bednarczykami pod londyńskim mostem przez wiele lat. Stąd narodziły się przyjaźnie i zlecenie im drukowanie Chronicle.



Pierwsza strona Chronicle z rysunkami z Nowego Jorku
Dzisiaj w miejscu pracowni Topolskiego jest muzeum jego sztuki, dzięki staraniom i ogromnej pracy jego syna i córki, którzy doprowadzili to tego żeby to miejsce nie tylko nie zagineło, ale żeby stało się miejscem kultowym. 
Jednak dzisiaj o kresce. Kreska Topolskiego, który był wielkim reporterem jest troszkę nerwowa, może pośpieszna, ale zawsze przedstawiająca. To jak precyzyjnie przedstawia rzeczywistość zależy zwykle od czasu jaki miał na wykonanie rysunku. 
Topolski jest jednym z niewielu jak nie jedynym rysownikiem, którego rysunki były ilustracjami do bierzących wydarzeń, kiedy fotografia dawno ten rynek zabrała dla siebie. Był Topolski reporterskim ilustratorem. 
Rysował sceny z wydarzeń teatru II wojny, bywał na zebraniach Black Panthers w latach siedziemdziesiątych i nie ma praktycznie miejsca gdzie nie był. 



po lewej kreska pośpieszna a po prawej finezyjna
Słuchał śpiewających hipisów; Boba Dylana i całej reszty. W publikacji Topolski's Chronicle opublikował blisko 4000 rysunków ze swojego szkicownika. Są tam politycy (Mao, Churchill, Stalin i reszta), artyści, działacze i Coco Chanel, a kogo nie ma no chyba tylko mnie.  
Patrząc na te rysunki można śmiało stwierdzić że kreska Topolskiego ma ciągłość. Jego sposób rysowania jest bardzo specyficzny dla artysty przekazującego kształty z prędkością reporterską. Dokładając niebezpieczeństwo sytuacji w jakiej wykonuje Topolski rysunki, często zagrażające życiu, imponuje fenomen jego zachowań że mu się udało przetrwać ciągle rysując. 
Porównując rysunki w "Topolski's Chronicle" odnoszę wrażenie że on nigdy nie oderwał ołówka od papieru. Posiadał nadzwyczajną umiejętność omijania szczegółów kiedy nie ma na to czasu, ale kiedy jest to szczegóły są dopracowane. Czy nie jest to piękne. To jest to co robi sens w życiu artysty. Połączenie warsztatu z kreatywnością. Topolski robił to doskonale. Rysował praktycznie tylko "live". Nie ma w jego dorobku prac z pamięci czy fotografii, a to jest niezwykłe nawet dzisiaj. 
Swoją refleksją o tym wielkim artyście o którym będę pisał nie raz jeszcze, świętuje rocznice zakończonej kreski, która tak naprawdę nigdy się nie zakończyła po prostu zawinęła koło.



i więcej ...

21.08.2011

Dagmara Genda i jej "Building Disaster"


Dagmara Genda siedzi na bujanym fotelu z miną która mówi że jest zagrożeniem i to poważnym

Do ekspozycji na terenie okupowanym przez 3rdWard, wykorzystane zostały piękne pomieszczenie gdzie w zwykłe dni obywają się warsztaty artystyczne i operuje studio fotograficzne. 
Dagmara przybyła do Nowego Jorku z Kanady ponad miesiąc przed terminem wystawy. Powód był nie banalny bo tyle zajęło jej wykonanie kompozycji ściennej przed wernisażem. 


Dagmara Genda ze swoim ulubionym motywem przy muralu w 3rdWard


Głównym elementem kompozycji jest rodzaj uniwersalnego wieżowca, który mocno przypomina Pałac Kultury i Sztuki w Warszawie, ale tak naprawdę nim nie jest, a jest właściwie tylko dla tych dla których jest znajomym widokiem. Wszyscy inni traktują budynek na kompozycjach Dagmary Genda jako wieżowiec, przecież nawet przypominający w wielu miejscach nasz nowojorski Empire State Building. 
Wystawa zatytułowana "Building Disaster" wydaje się sugerować że w świecie Dagmary budowanie drapaczy chmur nie ma nic wspólnego z ustrojami  a raczej na pewno z zagrożeniem dla gatunku ludzkiego. 
Dagmara Genda jest bez wątpienia mistrzem lini. Linia w jej sztuce jest najważniejsza i wszechobecna. Z lini Dagmara tworzy cały swój artystyczny wizerunek. Mimo tego prawdą jest że inspiruje się plamą. Rozpoczyna swoje działania od plamy farb na których odbywa się poszukiwanie kształtu który ją zainspiruje a potem zostaje już tylko umiejętność rysowania i benedyktyńska cierpliwość żeby dzieła dokończyć. 


kompozycja Stalin i koty i jej fragment




Właściwie w rysunkach Dagmary przenikają się dwa wątki, architektoniczny i erotyczny. Wątek architektoniczy użyty na wszystkie sposoby generalnie prowadzi do katastroficznych wizji, poszarpanego świata. Natomiast erotyczny wydaje się być w efekcie pasją emocjonalnie robuchanym światem może większym od drapaczy chmur. 


co ten Stalin robi?


Rysunek Stalina z ręką w kieszeni i twarzą na którą spadła czapka w ekstazie takiej że aż kot podwija wąsa, raczej nie trzeba interpretować.Duża kompozycja, która na wystawie wzbudzała duże zainteresowanie to kompozycja "Stalin i koty". Dagmara często używa produktów socjalizmu jako symboli w swojej sztuce. Kompozycja Stalina z kotami powstawała trzy lata. 
Dagmara w większości rysuje, ale także z powodzeniem robi instalacje, gigantyczne kompozycje ścienne, ilustracje a także video. 
Jest artystką młodą, niezwykle uroczą, bardzo uzdolnioną z wypracowanym już wyraźnie stylem i kierunkiem jego rozwoju. Lista wystaw mówi sama za siebie.

fragment jednej z kompozycji rysunkowej z Pałacem Kultury


W Nowy Jorku można oglądać mural z Pałacem Kultury w lobby 3rd Ward na Brooklynie.



i więcej ...

03.08.2011

Bogactwo dla dzieci od Tomka Bogackiego

Tomek Bogacki jest malarzem z wykształcenia. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie w klasie Tadeusza Dominika. Ma na swoim koncie projekty filmów animowanych, scenografii teatralnych czy gry na perkusji. Z wyboru jest autorem książek dla dzieci. Uprawia wiele zawodów równocześnie ale dzisiaj będziemy rozbierali jego książek kreowanie.


Tomek wspina się do prezentacji swoich książek
To właśnie książka o włażeniu na drabinę
Tomek Bogacki z kuratorem wystawy Januszem Skowronem
Półka z książkami Tomka
To jest Starbucks na Greenpoincie gdzie jest wystawa Tomka


Tomek używa w swojej twórczości ilustratorsko/literackiej imienia Tomek (org. Tomasz) tak lubi tak się przyzwyczaił i my z nim. Tomek prezentuje właśnie swoje prace w serii kurowanej przez Janusza Skowrona "Starbucks loves Art". Jest to kawiarnia Starbucks na Greenpoincie, ale każdy artysta który mieszka w Nowym Jorku rozumie i wie jak ważne jest w tym mieście pokazać się w tego typy miejscu. Nowojorskie restauracje, bary, cukiernie i kawiarnie mają gigantyczny dorobek w promocji przybywających z całego świata artystów.
Janusz Skowron na swoją 51. wystawę wybrał mistrza w swoim fachu. Książka Tomka Bogackiego o Januszu Korczaku, którą on i napisał i zilustrował, jest już opublikowana w 6 językach, a pierwsze wydanie było zaledwie w 2009 roku.
Dlaczego Tomek jest tak dobry w tym co robi, bo ma do tego serce i się temu poświęca, on po prostu potrafi myśleć jak dziecko i widzieć świat okiem niedorosłym. W skrócie mówiąc widzi świat takim jaki jest bo jeszcze go nie nauczyli że to co widzi nazywa się inaczej. 

Robi więc książkę o wspinaniu się na drabinę. Książka stoi w miejsciu ale bohater pojawia się w całym kadrze po to żeby zniknąć w ostatnim przed zamknięciem książki. Czy jest takie dziecko które z tego nie zrozumie co to jest "wspinanie się po drabinie" nie sądzę!

Sugestywność ilustracji Tomka jest kompletna, ale wysila się jako autor żeby dodać do obrazu także słowo i to takie jakiego dzieciak nie zna, ale nauczyć się musi. Zawsze jest łatwiej jak się przekłada wizję na słowa a nie odwrotnie. W ten prosty sposób Tomek Bogacki daje dzieciom świat, który ich bawi i uczy. 
Ze swoich ponad 50 tytułów dla dzieci kilkanaście jest z jego tekstem.
Większość wydanych tytułów to książki dla najmłodszych, czyli tych co już widzą ale nie wiedzą czy to się mówi tak czy siak. Zresztą to najtrudniejszy rynek dla autorów, nie ma zbyt wiele jak wie każdy kto ma dzieci książek dla tych co jeszcze nie chodzą do szkoły. Tomek jest właśnie mistrzem w tym dziale. Uwielbia i robi to z pełnym profesjonalizmem czyli książki dla maluchów. 
Tomek sam potrafi wymyślać tematy i je redukować do poziomu świata dziecięcego. Tomek potrafi bawić się w nieskończoność w kotka i myszkę cały czas rysując i kota i myszkę. Zrobił nawet książkę w której dochodzi do porozumienia między tymi odwiecznymi "przyjaciółmi". Ta historia ma ważne uzasadnienie o którym innym razem. 

Dlatego to jest piękne i dowodzi że Tomek rozumie dzieci. Dzieci wszak jak dorastają nie znają "wojny" więc świat kota i myszy że to niby mają walczyć ze sobą z założenia jest dla nich nie zrozumiały w stu procentach. Tomek tam jest z nimi jak dzielny reporter pokrywa sposób widzenia dzieci, jest na posterunku i dzielnie dba o to żeby dzieci nie deprawować ale przy okazji zainteresowania sprzedać parę lekcji. Jest to powód dla którego książki Tomka robią karierę na świecie. Ma nagrody z Japoni i Angli, ma nagrody z USA i Antypodów, ma książki wydawane prawie w każdym języku znającym druk. 
Tomek Bogacki od 1994 roku mieszka w Nowym Jorku, mieszkał już wcześniej w Angli i Szwecji, ale nie uważa się za "mieszkańca" jest zupełnie wyzwolonym artystą, który robi swoje i nie ma znaczenia gdzie to robi, ma znaczenie że znajduje uznanie gdziekolwiek to robi. Takie postawy nazywamy sukcesem samym w sobie i tak właśnie jest z Tomkiem. Ma na swoim koncie ponad 55 książek które zilustrował, kilkanaście książek do których także napisał teksty i setki książek wydanych w innych językach. 
Większość książek Tomka wymaga osobnego opisu i omówienia dla dorosłych, dla dzieci żadna.
Wystawa w Starbucks na Greenpoince potrwa do końca sierpnia. 
Przybywajcie, oglądajcie i innych zachęcajcie. Miłośnicy sztuki kupujcie. To ma sens i jest dobrą inwestycją. 
Zapraszam także do obejrzenia video Janusza z prezentacją wystawy