01.11.2013

Last minute show - czyli kolekcje polskiej sztuki #1

Tym razem wystawa z kolekcji artystów Janusza Skowrona i Emart Gallery. 

Kolekcje sztuki zebrane przez artystów to zwykle dzieła mistrzów, których artysta szanuje albo się ich boi, albo ich naśladuje. Jest też kategoria prezentów od kolegów artystów i to jest pewnie najtrudniejsza sekcja kolekcji, jednak najmilsza i zawsze sentymentalna. 

od lewej pomysłodawcy serii: Janusz Skowron i Zosia Klopotowska, następnie Alicja Tunk consul do spraw polonijnych i Mietko. 
Photo: Janusz Skowron © 2013
Są to statystycznie bardzo interesujące dzieła często nie trafiające do kolekcji inaczej niż prezenty.
Po dyskusji z Januszem dobraliśmy do tej wystawy, dzieła martwych i żywych, to była łatwa część rozmowy. Jednak wybraliśmy tylko niektórych “martwych” i niektórych “żywych”. Pytanie dlaczego tych a nie innych zostanie bez odpowiedzi. 
Zostanie jednak wyjaśnione dlaczego wybraliśmy tych których prace można było zobaczyć na wystawie. 

Specjalne towarzystwo: Marcin Bondarowicz, Piotr Strelnik, Janusz Skowron, Piotr Strelink, Stanislaw Szukalski i Feliks Topolski, from left to right. 
Photo: Janusz Skowron © 2013


Dlatego że taki zestaw wydaje się być zestawem odważnym. No oko niespójne ze sobą osobowości czy artyści uprawiający zupełnie różne rodzaje sztuki, jak Stanisław Szukalski i Feliks Topolski. Praktycznie pełen wachlarz technik artystycznej wypowiedzi i także wielka różnorodność formatów. Najmniejsze to moje fotografie praktycznie mniejsze od karty pocztowej i ogromny batik na płótnie Grażyny Komorskiej o rozmiarze 57” x 80”. Poza fotografią i batikiem pokazaliśmy na wystawie malarstwo olejne, ilustracje, monotypie, serigrafię, rysunek, mix media i techniki własne artystów. 

Op Art to jest to: zobacz Juliusza Stanczaka kiedy myli twoje oko prostymi kreskami. 
Photo: Janusz Skowron © 2013

Dwie prace Juliusza Stańczaka artysty polskiego pochodzenia, ucznia Josepha Albersa, który był w grupie artystów tworzących OpArt (Optical Art) w latach ’70. obok innych polskiego pochodzenia artystów jak Ed Mieczkowski, Henryk Stażewski i Richard Anuszkiewicz. Wystawiali kilkakrotnie razem w nowojorskich galeriach. Jednak wierny czystości OpArtu najbardziej pozostał Stańczak, być może z tego powodu że posługuje się tylko lewą ręką bo prawej nigdy nie miał. Zwrócił zresztą czujnie uwagę kiedyś że musi malować bo nie produkują aparatów fotograficznych dla leworęcznych, co z resztą jest prawdą. 
Dwa niskonakładowe druki, w tym momencie historyczne, bo wydrukowane jeszcze za życia artysty, a mówię o Stanisławie Szukalskim. Urodzony w Polsce artysta przyjechał do USA jako dziecko na początku ub. wieku. Był artystą niezwykle utalentowanym ale także bardzo niezgodnym co doprowadziło go do wielu konfliktów z praktycznie wszystkimi poza osobą Glena Breya, który mu pomagał dożyć do końca swoich dni starając się promować sztukę Szukalskiego właśnie przez takie wydawnictwa jak te dwa pokazane na wystawie. Poza tym wydał kilka książek z pracami Szukalskiego w latach ’70. 
Kolejne dwie prace to dzieła jednego z najbardziej niespokojnych artystów Feliksa Topolskiego. Rysunek jakich Topolski wykonał tysiące i wszystkie w naturalnych warunkach przedstawiający ulicę Bristolu. Druga duża praca, (29” x 39”) to grafika w autorskim nakładzie 250 egz. która jest projektem do autobiografii Topolskiego “Fourteen letters” wydanej w Londynie w 1988 roku. Tytuł 14 liter to po prostu liczba liter imienia i nazwiska autora. Topolski całe życie wędrował po świecie i rysował. Rysował cesarza Japoni, rysował Gandiego, Jimi Hendrixa czy królową Angli lista wielkich i nieznanych osób na rysunkach Topolskiego jest nie do policzenia. Bywał nawet ze swoim szkicownikiem na zebraniach “Czarnych Panter” w Nowym Jorku czy na froncie II wojny światowej pod Moskwą. To tylko przykładowe prace Topolskiego żeby pokazać ogrom jego pracy i czarujące piękno jego kreski. 
Janusz Skowron, którego znamy z licznych wystaw pokazał trzy maleńkie pejzaże. 
Ja wystawiłem pięć fotografii miniaturowych, wszystkie mniejsze niż 6”. To fotografie nowojorskie sprzed paru lat odświeżone formatem i drobnymi poprawkami.
Zadebiutowała z nami Róża Puzynowska ze swoim obrazem dość sporym choć jak na jej malowanie to mały. Róża maluje w operze. Jest to jej naturalne środowisko. Maluje portrety artystów, które są specjalnie przygotowane i wymyślone i wiążą się z konkretnym przedstawieniem i są to portrety aktorów, śpiewaków w scenicznych pozach i strojach naturalnej wielkości, a więc duże.  
Druga debiutantka to Izabela Katreniok, która pokazała bardzo skromne trzy małe płótna ze swoim figuratywnym malarstwem. 
Dodatki zagraniczne to Piotr Strelnik, artysta malarz z Paryża, wystawiający od wielu lat w galeriach w Nowym Jorku i San Francisco. Tym razem prezentuje się z trzema abstrakcyjnymi monotypiami, czyli skomplikowana ręczna robota prawie jak rysunek plus malarstwo tyle że wygląda jak grafika. Odważne, ekspresyjne i bardzo kolorowe trzy prace na cieniutkim papierze przekładkowym. 
Do graficznej sekcji zaliczam też prace Elżbiety Baneckiej. To są prace z serii specjalnie wykonanej na tegoroczny konkurs US Open 2013 jako prezenty dla tenisistów polskiego pochodzenia, które zostały im wręczone na uroczystym bankiecie w Konsulacie RP przed zawodami. Te trzy to to co zostało wszak nie wszyscy przyszli. 
Grafiki the zaliczam do “mix media” czyli technika własna artysty. Elżbieta Banecka jest profesorem grafiki na warszawskiej akademii więc eksperymentowanie z warsztatem jest jej chlebem powszednim. 
Dwie ilustracje Marcina Bondarowicza też już nie obcego publiczności. Jak zwykle realistyczne z perfekcyjnie zadbanym szczegółem robią miłe wrażenie.

zawsze najważniejszy jest zadowolony klient
Photo: Janusz Skowron © 2013
Jest jeden batik. To technika pochodząca z wyspy Jawa w skrócie polegająca na barwieniu nie pokrytych części materiału woskiem i robi się tak wiele razy aż się uzyskuje oczekiwany efekt. Nie jest to technika łatwa choć ostatni ze względu na atrakcyjność zyskuje większe powodzenie. Ten wielki 80 inczowy obraz to baśniowy portret Gadańska z herbem, kamieniczkami i gdańską pogodą, praca niezwykle ciekawa i dekoracyjna. 
Fotografik z Chicago Artur Wojtowicz pokazuje pięć prac. Zawsze jak patrzę na jego zdjęcia to nie mogę wyjść z podziwu jak niezwykle sprawe ma ten chłop oko. Jego ujęcia są zawsze trafione w temat jaki pstryka. Jego zdjęcia na Facebooku osiągają tysiące “like”. Na codzień Artur fotografuje dokumentacje klubu bluesowego B.L.U.E.S. w Chicago. 
Na koniec dwie prace o wartości historycznej. To fotografie z performanców nestora tego gatunku Krzysztofa Zarębskiego. Zadzior autora w tym przypadku polego na tym że fotografia zatytułowana “Przymierzalnia pasów cnoty” jest w części pozłocona. Daje to szlachetny wygląd i powagę dzieła przy tym niefrasobliwym tytule brzmi to dobrze. 
Ceny prac na wystawie od 99 dolarów do kilku tysięcy pozwalają każdemu na pomysł i rozpoczęcie swojej kolekcji. Wszak bycie częścią fenomenu zwanego sztuką jest frajdą nie do zastąpienia.


Mieczysław Mietko Rudek
Emart Gallery